Na mecz z ZIELONYMI RAKOSZYCE jechaliśmy z jednym nastawieniem: nie można go przegrać. Rywale byli w tabeli punkt przed nami, więc by zachować kontakt, trzeba było uzyskać co najmniej remis. Gdy sędzia dał znak do rozpoczęcia spotkania, ruszyliśmy energicznie do przodu. I już w 1 min. mieliśmy rożnego, po którym "Kuchar" głową uderzył na bramkę gospodarzy. Piłka padła jednak łupem bramkarza. W 2 min. z wolnego uderza "Luis", ale i tym razem górą był bramkarz. Na te dwie akcje miejscowi odpowiadają strzałem z dystansu, z którym łatwo poradził sobie "Muszkin". Bardzo blisko strzelenia bramki byliśmy w 8 min., kiedy to po rożnym "Igor" wyszedł pięknie w górę i strzelił głową. Niestety, piłka odbiła się od poprzeczki i słupka, wychodząc w pole, gdzie dopadł ją "Królu". Jego strzał poszybował jednak wysoko nad bramką. Przez parę następnych minut obraz gry wyglądał mniej więcej tak: jedni chcieli, ale nie mogli zawiązać akcji, drudzy mogli, lecz nie potrafili. Co podanie - to niecelne, ewentualnie w aut. Wyrzut z autu - to do przeciwnika i od nowa to samo. Ten antyfutbol przerwali w 15 min. ZIELONI, wykorzystując błąd naszej obrony. Ich napastnik popędził na nasza bramkę, wyzywając "Muszkina" na pojedynek sam na sam. Zwycięsko wyszedł z niego nasz bramkarz, broniąc strzał wyjściem z bramki i nakrywając piłkę dłońmi. W odwecie przeprowadzamy w 17min. akcję, po której strzela "Luis" - piłka po odbiciu się od jednego z obrońców nieco zmyliła bramkarza, ale ostatecznie ją złapał. Gospodarze ruszyli z atakiem, po którym przez pół minuty nieudolnie wybijaliśmy piłkę poza pole karne, a nasze męki zakończył strzał z dystansu, który z małymi kłopotami wyłapał "Muszkin". W 22 min "Walec" po solowej akcji wypuszcza "Tomka", który nie dochodzi do piłki, bo szybszy był bramkarz. Szansę na bramkę ma w 25 min. "Tomek", który wyszedł na czystą pozycję, lecz zamiast strzelać, podał do "Walca", który nie dochodzi do piłki z powodu wmieszania się do tej akcji obrońców. Słupek ratuje nas od utraty gola w 28 min. po zaskakującym strzale z dystansu. W 29 min. nie ratuje już nas nic. Po rożnym, do wybitej piłki dochodzi gracz RAKOSZYC i przez siebie ekspediuje ją na nasze pole karne. A tam jego partner strzela bez namysłu do siatki. Zamiast prowadzenia - przegrywamy.
To chyba trochę wstrząsnęło naszym zespołem, bo zaczęliśmy grać nieco lepiej i  powiedzmy mniej niedokładnie. To przyniosło efekt w 33 min. Rozgrywający dziś wreszcie dobry mecz "Kuchar" (już  tydzień temu wykazywał oznaki powrotu do swej normalnej dyspozycji) wywalczył piłkę w środku boiska, pociągnął do przodu, zgrał na lewo do "Wiśni", a ten odegrał ją mu tak, że nie pozostało mu nic innego, jak strzelić i to celnie. Uzyskaliśmy wyrównanie i poszliśmy za ciosem. Ale w kolejnej akcji nieco pogubili się "Krzyżak II" i "Walec", no i nic z tej akcji nie wyszło. "Krzyżak II" wykazał najwięcej przytomności umysłu w 36 min. po zamieszaniu na naszym polu karnym, ekspediując piłkę daleko od bramki. W 37 min. "Muszkin" łapie strzał oddany głową po rożnym gospodarzy. W 39 min. zdobywamy bramkę po akcji z udziałem "Kuchara", "Walca", "Tomka" i "Wiśni". Ten ostatni był autorem trafienia, ale sędzia odgwizdał spalonego. Gdyby strzelał "Tomek" - spalonego by nie było, tylko bramka. "Wiśnia" twierdził, że wyszedł zza obrońcy, trudno jednak było ocenić, kto miał rację: on czy sędzia. Nadal było więc 1-1. W końcówce pierwszej połowy oba zespoły czekały na gwizdek i tylko wolny ZIELONYCH  w 44 min. wyłapany bezproblemowo przez "Muszkina" był godnym odnotowania faktem.
W przerwie nie dokonaliśmy żadnych zmian - rezerwowych było tylko dwóch i trzeba było trzymać ich na odpowiedni moment. Znów to my lepiej rozpoczęliśmy drugą odsłonę. W 47 min. po naszym rogu i strzale, golkiper RAKOSZYC  miał problemy z piłką, wypuszczając ja z rąk. Nikogo jednak z naszych zawodników nie było w pobliżu, by skierować ją do bramki. W 50 min. potężne uderzenie zawodnika ZIELONYCH z dystansu, przechodzi obok słupka. W odpowiedzi strzela w 51 min. "Tomek" - także niecelnie. Wolny "Wiśni" w 54 min. wybija na aut bramkarz. W 58 min. strzela z daleka "Walec" - tyleż mocno, co niecelnie. W 61 min. aktywny dziś "Tomek", zamiast strzału wykonał ...podanie do bramkarza. Na jego usprawiedliwienie może przemawiać to, iż murawa była nierówna i piłka wyprawiała czasem dziwne harce. Od tego momentu nastąpił okres przewagi gospodarzy. Przez kilka minut oblegali naszą bramkę, stosując różne metody - strzał, drybling, wrzutka. W 62 min "Muszkin" przecina taką wrzutkę. W 63 min. piłka przechodzi po naszej poprzeczce, w 67 obok słupka, w 69 min. po rogu w aut, w 72 znów obok słupka i w 74 min. - po wolnym - też obok słupka. Aż dziw bierze, że w tym okresie nie straciliśmy bramki. W międzyczasie,w 66 min. pojawił się na boisku "Domin", zastępując nie mającego dziś dobrego dnia "Wiśnię" (gwoli sprawiedliwości trzeba mu oddać to, że miał spory udział w uzyskaniu wyrównania). Na koniec w 76 min. "Muszkin' wychodzi daleko w pole i przechwytuje piłkę, którą sobie za daleko wypuścił napastnik RAKOSZYC. Ten impet kosztował gospodarzy widocznie sporo sił, bo już tak energicznie nie szli do przodu, mogąc nadziać się na kontrę. Być może wyszli ze skądinąd słusznego rozumowania, że lepszy jeden punkt,niż niepewne trzy. Gra lekko siadła, bo z naszego punktu widzenia remis na wyjeżdzie nie jest złym wynikiem, tym bardziej, gdy nie ma kim "postraszyć" w ataku. Jeszcze tylko raz gospodarze poważnie nam zagrozili - w 86 min. "Krzyżak II" głową wybija piłkę na róg po zamieszaniu w naszej "szesnastce". Odpowiadamy trójkową akcją "Domin" - "Walec" - "Królu", lecz wkroczyli w nią obrońcy ZIELONYCH i było po akcji. Sędzia doliczył 2 min. z czego "ukradliśmy" czas na zmianę taktyczną - "Bartek" zmienił "Domina", niezbyt zadowolonego z tego faktu. Trzeba było zyskać trochę na czasie, by wrócić do domu z 1 punktem. I to się udało. Sam mecz nie był porywającym widowiskiem, ale trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę miejsca, jakie zajmują oba zespoły w tabeli. Dobrze,że obyło się bez kontuzji. Teraz 2 tygodnie przerwy w rozgrywkach, a potem ostatnie 3 odsłony jesiennej rundy.

SOS czyli Słówko O Sędziowaniu.
Całokształt  arbitrażu nie wypadł źle. Jako że gospodarze byli za nadto "gadatliwi" - to obejrzeli "żółtka". Arbiter wykazał się sporą cierpliwością, bo może byłoby tych kartek więcej, nie wyłączając "czerwieni". My dziś nie byliśmy "rozmowni" i to się opłaciło. Nie moglibyśmy też mieć pretensji, gdyby arbiter za jeden z fauli naszego gracza, pokazał mu "żółtko" - bo wszyscy myśleli, że tak będzie. Tym razem skończyło się na ostrzeżeniu.

LOOKING GLASS